Mocno podkreśla, że przyjaźń z kobietą nie wyrywa księdza z kapłaństwa: wręcz przeciwnie. Skutkiem takiej przyjaźni będzie głębsze pragnienie modlitwy, troska o parafię i parafian, szacunek dla biskupa, zdolność do posłuszeństwa, dbałość o liturgię. "Brak tych pragnień może budzić wątpliwość, czy w tym przypadku
O miłości. Piotr Pawlukiewicz Wydawnictwo: Znak literatura piękna. 256 str. 4 godz. 16 min. Szczegóły. Kup książkę. Potrzeba nam tylko jednego. Miłości! Ksiądz Piotr Pawlukiewicz jak nikt przed nim potrafił mówić o miłości. Jego słowa zmuszały do zastanowienia się nad naszymi relacjami, umacniały je i cementowały.
Wiec jestes na własciwej drodze. Re: Czym jest miłość wg katolickiej nauki kościoła? Zanim Ci odpowiem - a nie sądżę, żeby Ci Ks. Moderator odpowiedział inaczej - poczytaj Ewangelię. Jest w niej tyle wypowiedzi Pana Jezusa na temat miłości, że nikt nie potrafi lepiej zdefiniować miłości niż to uczynił Pan Jezus.
Jak często trafiasz na interesujące cię pytania i zmuszające do głębszego myślenia? 2017-10-07 19:27:25; Czy myślisz że moje pytania są interesujące fajne i intrygujące? 2016-07-29 22:50:39; Jakie pytania o sexie dla księdza na lekcje ? 2013-11-12 17:13:52; Zapytaj.pl - jak znaleźć interesujące mnie pytania? 2013-07-15 15:25:07
Parafia św. Anny i Joachima w Gdańsku. Kochani, ostatniego czasu dużo się działo, ale naprawdę nie możemy się powstrzymać, aby już teraz zaprosić was na XII EDYCJĘ Forum Młodzi i Miłość, będzie to niesamowity czas, ponieważ ze współpracą z duszpasterstwem młodzieży w tym samym czasie spotkamy się na Wieczorze Modlitwy
Trudno mówić o byciu pełnym człowiekiem bez nich. Jednak w środowisku duchownych temat ten jest w zasadzie tematem tabu. Bardzo rzadko można spotkać księdza, zakonnika, czy siostrę zakonną, którzy otwarcie przyznaliby się do tego, że byli zakochani, przeżywali miłość do osoby drugiej płci. Dlaczego tak jest?
.
Łatwo sie mowi , zniknij i daj mu spokoj , ale u mnie bylo tak, ze wlasciwie na poczatku byl mi obojetny z czasem zauwazylam ze na mszy moj wzrok ciagnal w jego strone , sama nie robilam przeciez tego specjalnie. Pozniej gdy tak raz na niego spojrzalam zauwazylam, ze on tez patrzyl na mnie i to nie bylo zwykle spojrzenie , wtedy naprawdę poczułam coś do niego mimo nawet ,ze go nie znam , ale jak tak na niego patrze to czuje coś niesamowitego tego nie da się opisać i nigdy tego nie czułam , nie ma dnia zebym o nim nie myslala ... Nawet tlumacze sobie ze grzesze ze to i tak nic nie da ze mysle o nim , ale potem przychodzą takie myśli ,że wydaje mi się, że to jakby Bóg sam tego chciał , ze to Bóg tak mnie naprowadzil na niego ... ale teraz to ja cierpie i nie chce tego bo wiem ze nigdy nie odwaze sie mu powiedziec ze sie zakochalam w nim tym bardziej ze nigdy z nim nie rozmawialam i ze mieszkam w takiej malej miescinie . Cytuj
zwątpiłam… UżytkownikWpis 20:5327 kwietnia 2015 frutka 1 Witam po trzech latach leczenia, modlitw, błagań i próśb nadszedł kolejny kryzys wiary w miłosć Boga…. nie potrafię zrozumieć, jak mogę być bezgranicznie kochana przez Kogoś, kto jednocześnie zezwala na takie cierpienie… Zaznaczę do razu, że nasza niepdłodnosć nie jest wynikiem naszego złego działania w przeszłości, a aktualnie mimo leczenia napro włąsciwie nie wiadomo gdzie jest przyczyna – jest leczenie, wyniki są ok, ciąży nie ma… Nie przekonuje mnie także idea jakiegoś "większego dobra" które miałoby z tego wyniknąć, chyba że tym większym dobrem miałoby byc moje szybsze zabranie się z tego świata….ironizuję, ale doprawdy gdy czytam "proście a bedzie wam dane", czy przypowieść o natrętnej wdowie to ciśnie mi sie na usta, że to wszystko nie prawda…. modliłam się, modliliśmy sie razem i myśle sobie po tym czasie, że doprawdy gdybym miała dzieci to nie wiem czego miałabym chcieć je nauczyć,aby było to większe niż taki ogrom cierpienia, jakiego w tym czasie by doświadczały…najtwardsze serce by zmiękło…więc gdzie jest ta miłość Boga? gdzie są te obietnice? Nie trafia do mnie też argument o tym, że może za krótko jeszcze prosimy – wyobrażam sobie, że nie ilość miałaby sie liczyć… nie przekonuje mnie też kwstia braku wiary -ja nie wierzę, ja wiem, że dla Boga nie ma niczego niemożliwego… rady o współdziałaniu i poddaniu sie woli Bożej to dla mnie za to jakis kosmos – to wolą Bożą jest aby najukochańsze dziecko cierpiało? przestałam się już modlić, bo nie pojmuję, jak ktoś, kto podobnomniekocha, może tak postępować…tak tak, pewnie moje myślenie jest bardzo ludzkie, ale już żadnymi "wyższymi" prawdami nie potrafię sobie mydlić oczu… pisząc o cierpieniu niepłodnosci, myślę także o innych cierpiących bez sensu, dla samego cierpienia chyba tylko…nie chcę nawet pisać o sprawiedliwosci,bo jej nie ma i tyle, ale gdzie jest miłość Boga?????? nie widzę sensu modlitwy, przestałam chodzić na mszę – czy moje natręctwo w modlitwie świadczy o miłości Boga??? mi się nasuwa jedna odpowiedź: nie. 23:4227 kwietnia 2015 ks. Grzegorz 2 Szczęść Boże! Frutko, jestem blisko modlitwą… Jutro rano ofiaruję Mszę św. w Pani intencji… Bardzo proszę, by w doświadczeniu cierpienia nie rezygnowała Pani z miłości do Pana Boga wyrażającej się w zaufaniu… Bo to miłość otwiera serce na Miłość… 23:5229 kwietnia 2015 domowy 3 Frutko, dołączam do modlitwy, będę prosić dla Ciebie o doświadczenie bliskości Boga. Pozdrawiam bardzo ciepło 21:383 maja 2015 Gabi 4 Droga Furtko, przeczytałam Twój mail. Chcę Ci napisać, że jakos staram się pojąc Twoje przeżycia… Od 5, 5 roku czekam na dzidziusia i obecnie jestem na etapie godzenia się z tym, że dziecka nie ma. Bardzo chciałabym móc wysłuchac Ciebie – jesli chcesz. Chciałabym tez móc podzielić się z Tobą moją drogą odkrywania Boga w tym doświadczeniu. Jeśli jesteś chętna, proszę, napisz swoje namiary (mail czy telefon) na adres stowarzyszenie@ Poprosze o przekazanie mi kontaktu do Ciebie… Powodzenia! Mocno Cie tule!!! Gabi 11:454 maja 2015 wanilia 5 Frutko, czytając Twój post czułam się tak, jakbym czytała we własnych myślach, jakbym widziała siebie sprzed dwóch lat… Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego Pan Bóg dopuszcza takie cierpienie. Podobnie, jak nie potrafię objąć rozumem tego, że ten sam Bóg oddał na okrutną śmierć własnego syna. Do tego się chyba nie da podejść racjonalnie, po ludzku. Przyjmuję to jako tajemnicę. Patrząc na historię naszych zmagań z niepłodnością dostrzegam jednak, nie sens, ale coś na kształt ścieżki, którą nas Pan Bóg prowadził. Mimo naszych zwątpień, złości, wyrzutów, buntów, odejść, apatii, obojętności… Na tej ścieżce postawił ludzi, którzy pomogli nam zmienić myślenie o naszym problemie, wsparli nas, własnym przykładem pokazali, że są różne drogi i warto się nad nimi zastanowić. Trafiliśmy do Duszpasterstwa Małżeństw Niepłodnych i powoli coś w naszym życiu zaczeło się zmieniać. To nie były ani łatwe ani szybkie zmiany. Wciąż wracały momenty buntu i zwątpienia, ale jednak coś się zmieniało. On w nas coś zmieniał. Zachęcam Cię bardzo do poszukania w Twojej okolicy takiego duszpasterstwa. Warto nawet na to spotkanie raz w miesiącu dojechać z innego miasta. Przez lata zmagań z niepłodnością żywiłam przekonanie, że nic, co mówią czy piszą inni ludzie, nie może mi tak naprawdę pomóc. Wciąż myślę, że ludzkie rady czy świadectwa nie mają takiej siły, by uleczyć ten ból. A jednak doświadczyłam tego… Więc może to nie o ludzkie rady chodzi, ale o Boże działanie przejawiające się poprzez tych ludzi? Dlatego zdecydowałam się odpisać na Twój post. Bo wierzę, że powinnam dać świadectwo, dać szansę działania Bożej łasce. Frutko, nam Pan Bóg po czterech latach oczekiwania, z diagnozą wykluczającą właściwie możliwość naturanego poczęcia uczynił cud. Niedługo urodzi się nasz synek. Ale zanim do tego doszło zmieniło się wiele w naszych sercach i głowach. Otworzyliśmy się na możliwość adopcji, zawierzyliśmy się Bożemu Miłosierdziu i w końcu zaufaliśmy Bogu – pomimo bólu, niespełnionych modlitw i braku zrozumienia. Myślę, że bez duszpasterstwa to, by nie było możliwe. Spróbuj poszukać takiego wsparcie, nawet jeśli nie chodzisz do kościoła, czujesz się zniechęcona i obojętna. Nie masz nic do stracenia a wiele do zyskania. Pozdrawiam Cię ciepło i będę pamiętać w modlitwie. 00:335 maja 2015 ks. Grzegorz 6 Szczęść Boże Frutko, pozwolę sobie wrócić jeszcze do wyrażonego przez Panią żalu do Pana Boga, poczucia rozczarowania brakiem Jego odpowiedzi na oczekiwania, trudnościami w pogodzeniu prawdy o Jego miłości z doświadczanym cierpieniem. Jest najpierw bardzo cenne to, że te wszystkie odczucia, pytania, wątpliwości zostały przez Panią jasno nazwane. Ta odwaga opowiedzenia o sobie wywołuje – jak to widać – wiele życzliwości. Bardzo proszę, by nie obawiać się szczerze o tym wszystkim rozmawiać również z Panem Bogiem: On naprawdę nie oczekuje, że będziemy wobec Niego grzeczni i ułożeni. Na modlitwie jest miejsce także na to, by mówić Mu o tym, co trudne do zrozumienia, o swoim żalu, rozczarowaniu, a nawet by się z Nim spierać (por. Iz 1,18). Najważniejsze jest to, by ze spotkania z Bogiem nie rezygnować. Bo tylko będąc w relacji z Nim można poznać kim On naprawdę jest oraz doświadczyć Jego troski i miłości. Doświadczenie cierpienia i modlitwy, która zdaje się być niewysłuchana jest bardzo trudne i pewnie w tym momencie nie jest możliwe znalezienie zadowalającej odpowiedzi na pytanie dlaczego Bóg nie spełnia Pani pragnienia. Odpowiedzi na pytania o sens pewnych wydarzeń w życiu widać często lepiej dopiero z perspektywy czasu. Miarą wiary jest zaufanie Bożej miłości nie tyle wtedy, gdy rozumiem, ale przede wszystkim w sytuacjach, których nie rozumiem. Bogu nie jest obojętne Pani cierpienie, nie są Mu obojętne także Pani pragnienia. Miłość Boga nie wyraża się jednak w pierwszym rzędzie przez to, że zaspokaja On wszystkie nasze pragnienia w taki sposób, w jaki my tego chcemy. Przejawem miłości Boga jest przede wszystkim to, że w żadnym doświadczeniu nie pozostawia nas samych, że zawsze jest blisko, przeprowadza przez najciemniejszą dolinę i daje ostatecznie to, co jest dla nas najlepsze nie tylko z perspektywy życia ziemskiego, ale przede wszystkim z perspektywy wieczności. Odnalazłem link do refleksji o. Jacka Salija na temat tego, w jaki sposób Pan Bóg wysłuchuje naszych modlitw. Znajduje się ona tutaj: Mam nadzieję, że będzie pomocna. Pozdrawiam i pamiętam w modlitwie.
Szczęść Boże! Odpowiadam na Twój wpis z bardzo dużym opóźnieniem, za co przepraszam. Pytania zawarte w nim są ważne i dlatego nadrabiam zaległości z nadzieją, że to co napiszę będzie wciąż pomocne zarówno dla Ciebie, jak i dla tych, którzy śledzą forum. Poruszony problem to seks przed ślubem. Warto zastanowić się nad tym, dlaczego Kościół mówi zdecydowanie „nie” współżyciu przed zawarciem małżeństwa. W przybliżeniu się do odpowiedzi na to pytanie może pomóc zrozumienie jaki jest głębszy sens współżycia. Otóż, nie ulega wątpliwości, że miłość to coś dużo więcej niż seks. Seks ma sens tylko wtedy, gdy jest wyrazem miłości między dwiema osobami; i to nie miłości jakiejkolwiek, ale miłości, która jest „pójściem na całość”. Tylko wtedy, gdy mężczyzna i kobieta decydują się, by we wzajemnej miłości iść „na całość”, mają prawo wyrażać tę decyzję w języku ciała poprzez seks. Wtedy to, co dzieje się na poziomie życia intymnego jest adekwatne do tego, jaką miłością siebie kochają, czyli jest zgodne z prawdą. Obawiam się, że to co napisałem dotychczas w kilku zdaniach może nie być klarowne. Spróbuję zatem dojaśnić… W zbliżeniu intymnym mężczyzna i kobieta oddają się sobie całkowicie: czynią z siebie samych (ze swojego ciała, uczuć, ducha) całkowity dar dla drugiego (więcej dać się drugiemu nie da). Ten całkowity dar z siebie jest jedynym w swoim rodzaju „językiem” miłości: zjednoczenie seksualne wyraża w języku ciała miłość, która jest pójściem „na całość”. I taki jest najgłębszy sens seksu. Nietrudno spostrzec, że ten język może być mówieniem sobie przez dwie osoby prawdy o ich miłości, albo wzajemnym oszukiwaniem siebie. Gdy dwie osoby rzeczywiście zadecydowały, że w miłości względem siebie idą „na całość”, to w zjednoczeniu intymnym językiem ciała mówią sobie prawdę o wzajemnej miłości („Oddaję ci się w całości, bo kocham cię „na maksa” = w języku ciała mówię ci jak jest naprawdę). Jeśli jednak tej decyzji o pójściu w miłości „na całość” (jeszcze) nie ma, to współżycie staje się mówieniem w języku ciała nieprawdy („Oddaję się tobie całkowicie, ale nie kocham cię (jeszcze) „na maksa” = w języku ciała mówię ci co innego, a faktycznie jest coś innego). I generalnie w całej ocenie moralnej współżycia o tę zgodność z prawdą chodzi. Jeśli seks jest zgodny z prawdą o miłości, jaka łączy dwoje ludzi, to jest moralnie godziwy. Jeśli natomiast jest kłamstwem, to nie można go zaakceptować. Trzeba jeszcze koniecznie doprecyzować co to znaczy pójść „na całość” w miłości i skąd dwie osoby w związku mają wiedzieć, że obydwoje idą „na tę całość”. Iść w miłości „na całość” znaczy przede wszystkim: 1. kochać drugiego jak nikogo innego. Kocham cię, idąc „na całość”, to znaczy jesteś jedynym/jesteś jedyną, którą kocham „na maksa”. Nie da się przecież kochać „na maksa” 3 osób jednocześnie. Iść w miłości „na całość” oznacza zatem kochać jedną jedyną osobę miłością szczególną, miłością wyłączną; 2. kochać drugiego bez ograniczeń czasowych. Kocham cię, idąc „na całość”, to znaczy jesteś jedynym/jesteś jedyną, którą będę kochał w przyszłości „na maksa”. Kłóci się przecież z pójściem w miłości „na całość” założenie, że ograniczam miłość do ciebie do 5, 10, 20 lat, albo do momentu w czasie kiedy mi się znudzisz lub spotkam kogoś bardziej atrakcyjnego. Iść w miłości „na całość” oznacza zatem kochać konkretną osobę miłością wierną; 3. kochać drugiego w całości. Kocham cię, idąc „na całość”, to znaczy akceptuję cię takiego jaki/taką jaka jesteś, najpierw z tym wszystkim, co jest z natury wpisane w bycie mężczyzną/bycie kobietą. Jednym z takich istotnych wymiarów jest zdolność do przekazania życia (płodność). I tę twoją zdolność przyjmuję i szanuję. Iść w miłości „na całość” oznacza zatem również kochać konkretną osobę taką jaka jest. To jest pewnie minimum w pójściu w miłości „na całość”. I to pójście „na całość” nie jest w pierwszym rzędzie owocem uczucia, ale wymaga decyzji. Uczucia mogą pomagać, ale najważniejsze jest owo „chcę” kochać cię takiego jakim jesteś/taką jaka jesteś miłością wyłączną i wierną. Skąd dwie osoby (i inni) mają wiedzieć, że decyzja pójścia w miłości „na całość” nastąpiła? Poprzez jasne jej wyrażenie wobec siebie, świadków i – jeśli są ochrzczeni – wobec Boga. To powiedzenie sobie oficjalnie nawzajem „chcę iść z tobą w miłości na całość” sprawia, że dwie osoby stają się małżeństwem. I otwiera też możliwość wyrażania w języku ciała tego, co jest stanem faktycznym. Trzeba więc zawsze na seks patrzeć w perspektywie miłości. W taki sposób spogląda na życie intymne Kościół i stara się – także poprzez jasne wskazywanie na to, co jest dobre, a co złe – zwracać uwagę na znaczenie współżycia jako znaku pójścia w miłości „na całość”, które realizuje się w praktyce poprzez zawarcie małżeństwa. Wracając jeszcze do pytań wyrażonych przez Ciebie we wpisie… Jasne, że trudne jest czekanie na siebie. Ale warto wykorzystać ten czas na jak najlepsze poznanie się, byście obydwoje nabrali pewności, że jesteście (lub nie jesteście) zdecydowani budować wspólne życie w małżeństwie. Czystość służy dobremu poznaniu siebie oraz drugiego i daje wolność w podejmowaniu decyzji. Dbanie o nią nie jest łatwe, ale warto, bo pozwala ona dojrzewać miłości. W staraniu o czystość nie jesteście sami: możecie liczyć na pomoc Pana Boga. Warto o łaskę czystości prosić i poprzez mądre przeżywanie relacji z tą łaską współpracować. Jeśli rozeznacie, że chcecie iść w miłości „na całość” i dzielić z sobą całe życie w małżeństwie to może warto też rozważyć, czy czekanie aż przez 8 lat jest konieczne… Pomimo tych wszystkich zewnętrznych przeszkód… I jeszcze słowo do pierwszej części wpisu: wyjaśnienie pojęcia „cudzołóstwo” można znaleźć w Katechizmie Kościoła Katolickiego (nr 2380 – podaję link do fragmentu Katechizmu…, w którym omówione jest VI przykazanie: Rzeczywiście wprost w Ewangelii nie ma mowy o antykoncepcji. Jednakże Kościół podaje pewne normy postępowania, które wynikają z Pisma Świętego, choć niekoniecznie są w nim wprost zapisane. I to nauczenie Kościoła powinno być dla wierzących punktem odniesienia. Co do strony internetowej, na którą się powołałaś, zachowałbym – delikatnie mówiąc – dużą ostrożność. Wydaje się, że zawiera ona prywatne opinie jednego człowieka, który rości sobie prawo do decydowania, które księgi Pisma św. są wiarygodne, a które nie, opracował własną wersję Biblii i dokonuje jej prywatnej i – w jego mniemaniu jedynie słusznej – interpretacji. Pozdrawiam.
Kocham księdza - czy to grzech? Autor Wiadomość Dołączył(a): Cz sty 26, 2006 18:31Posty: 3 Kocham księdza - czy to grzech? Wiem, że był już podobny temat, ale tam chodziło chyba bardziej o miłość fizyczną ( przynajmniej ja tak to odebrałam ). Zasadniczym pytaniem jest , czy powinnam spowiadać się z tego uczucia. Ja akurat nie uważam tego za grzech, ale przy tamtym wątku spotkałam się z takimi sugestiami. Znam tego księdza dosyć długo, wiele mi pomógł, często razem rozmawialiśmy i tak chyba zrodziło się to moje nieszczęsne uczucie Dodam tylko, że bardzo go szanuję, jest wspaniałym człowiekiem i kapłanem i nie w głowie mi żadne grzeszne myśli względem jego. Ponadto mam wspaniałego męża i dwójkę cudownych dzieci, których kocham nad życie. No i uczucie do księdza, które nie daje mi spokoju. Takie niewinne a jednak kłopotliwe A może jednak to grzech? Cz sty 26, 2006 20:02 Mróweczka Dołączył(a): N lip 24, 2005 11:39Posty: 3 Trudno odpowiedzieć na twoje pytanie jednoznacznie Z całą pewnością miłość nie jest czymś złym, przecież mamy się miłością zawsze kierować i jeśli jest to tylko większa sympatia, bez jak to mówisz grzesznych myśli, to chyba jest ok. Jednak skoro pytasz, to znaczy, że jest w tobie tenm niepokój. Jeśli nie dasz się pokusie i nie będziesz mieć "grzesznych myśli", to chyba ok. Jednak to ty sama wiesz najlepiej. To twoje sumienie powie prawdę a nie my.... Pozdrawiam _________________Pon Bócek jest moim Bacom... Cz sty 26, 2006 21:11 Danuta Dołączył(a): N gru 18, 2005 21:52Posty: 23 Kochać drugiego człowieka to nie grzech,a uczucie powstaje niezależnie od tylko od Ciebie zależy jak na to uczucie odpowiesz,jaka będzie Twoja istnieje,bądz się często w intencji swojej rodziny i o potrzebne łaski dla tego że to wspaniały kapłan,a więc proponuje byś całe swoje uczucie do niego "utopiła"w modlitwie w jego intencji [on takiej napewno potrzebuje] a Twoje sumienie będzie spokojne. Cz sty 26, 2006 22:05 Awa Dołączył(a): Pt sie 05, 2005 12:10Posty: 1239 Z calym szacunkiem mysle ,ze lepiej bedzie nie topic sie w modlitwie w jego lepiej pomodlic sie w intencji rodziny wlasnej? Cz sty 26, 2006 22:16 ToMu Dołączył(a): Cz kwi 14, 2005 9:49Posty: 10063Lokalizacja: Trójmiasto Proste pytanie: czy uczucia do męża i do księdza są takie same W sensie - tak samo mocno kochasz i jednego i drugiego Zgodzę się z przedmówcą - módl się przede wszystkim za swoją rodzinę. _________________Wiara polega na wierzeniu w to, czego jeszcze nie widzisz. Nagrodą wiary jest zobaczenie wreszcie tego, w co wierzysz. (św. Augustyn z Hippony)Było, więc jest... zawsze w Bożych rękach - blog | www Pt sty 27, 2006 8:44 Lawa Dołączył(a): Cz sty 26, 2006 18:31Posty: 3 Dziękuję bardzo za odpowiedzi i podpowiedzi. ToMu - trudne pytanie. Nie wiem. To są dwie całkiem różne miłości. Inaczej kocham mamę , inaczej męża,dzieci a jeszcze inaczej księdza. Nie potrafię wytłumaczyć na czym te różnice polegają ale tak jest. Miłość do księdza mogę porównać z takimi miłościami jakie przechodzą dzieci do swoich nauczycieli np. Takie niewinne zauroczenia ( tak mi się wydaje, ponieważ ja nigdy nie podkochiwałam się w nauczycielach ) A i różnica wieku tu jest znacznie mniejsza niż w przypadku nauczyciel - dziecko. Problem w tym , że nie jestem już dzieckiem (30 wiosen na karku), a z tą miłością borykam się już 13 lat, zanim poznałam mojego obecnego męża. Pt sty 27, 2006 15:06 Dorka Dołączył(a): Cz gru 08, 2005 17:54Posty: 69 Ja myślę, że powinnaś zwrócić się z tym pytaniem do jakiegoś spowiednika. Masz dylemat więc sumienie daje o sobie znać. Szczera rozmowa ze spowiednikiem powinna rozwiązać problem. Pt sty 27, 2006 15:48 Danuta Dołączył(a): N gru 18, 2005 21:52Posty: 23 Lawa tą miłość do księdza porównujesz do niewinnego zauroczenia,wiec czemu się tym uczucie trwa już 13 lat,nie było przeszkodą w założeniu mąż wie o obecności tego kapłana w Twoim życiu? Czy to uczucie oparte jest na starej znajomości,czy też utrzymujesz ją nadal?Co do modlitwy w jego intencji myślałam o zastąpieniu uczucia modlitwie w intencji własnej rodziny myśle że pamiętasz. Pt sty 27, 2006 20:50 kaczuszka Dołączył(a): Pn gru 12, 2005 20:33Posty: 40 lawa-pozwolę sobie podzielic sięswoimi myślami na temat problemu, który Cię nurtuje. miłośc jest dobra, jeśli wydaje w człowieku dobre jest jesteś darem-innym dla męża, innym dla przyjaciół, innym dla tę różnicę? jeśli kochasz męża,i jeśli dajesz siebie w tej miłości w sposób możliwy tylko w małżeństwie, jeśli kochasz sercem, rozumem i wolą, to myślę, że nie ma nic złego w Twojej miłości do Bóg prowadzi nas w życiu różnymi ścieżkami. a w związku z modlitwą za tegoż księdza-myślę, że akurat tego, to nigdy za wiele. pozdrawiam _________________Nienasycony jednym dniem stworzenia, coraz większej pożądam nicości, aby serce nakłonić do tchnienia Twojej Miłości. So sty 28, 2006 22:36 Mechatron Dołączył(a): Cz gru 18, 2003 23:09Posty: 199 Z góry przepraszam za dosadność. Mogę się mylić w swoim osądzie (nie sądźcie a nie będziecie sądzeni"). Skoro jednak Lawa wywleka te sprawe, to czegos takiego chyba oczekuje. To co Lawa nazywa "miłością" do księdza, to nie żadna miłość. W kategoriach psychologicznych to chyba jakas fiksacja. W sasiedniej wiosce byla kobieta, ktora do konca swoich dni stala przy plocie oczekujac na powrot zaginionego na wojnie narzeczonego. Z czyms takim mozna sie chyba zglosic do psychologa albo psychiatry. W kategoriach duchowych to może być owładnięcie. Tu polecam jakas grupe charyzmatyczna albo egzorcystę. W kategoriach moralnych to zdrada. To trzeba wyznac Bogu i poprosic Go o przebaczenie. Tak czy inaczej, wspolczuje Lawie, i jej mężowi. Najwazniejsze, to traktowac te "milosc" jako diabelstwo i nie pielegnowac jej! N sty 29, 2006 0:20 ToMu Dołączył(a): Cz kwi 14, 2005 9:49Posty: 10063Lokalizacja: Trójmiasto A czy nie uważasz, że Twoje uczucie do księdza jakby... nie powinno mieć miejsca Czy kochanie księdza nie jest, w pewnym sensie, nieuczciwe i nie powinno mieć miejsca - przecież masz męża i rodzinę _________________Wiara polega na wierzeniu w to, czego jeszcze nie widzisz. Nagrodą wiary jest zobaczenie wreszcie tego, w co wierzysz. (św. Augustyn z Hippony)Było, więc jest... zawsze w Bożych rękach - blog | www N sty 29, 2006 10:00 kaczuszka Dołączył(a): Pn gru 12, 2005 20:33Posty: 40 Cytuj:To co Lawa nazywa "miłością" do księdza, to nie żadna miłość. myślę, że nie masz prawa oceniac, czy uczucie Lawy jest miłością czy kategoriach moralnych to zdrada. To trzeba wyznac Bogu i poprosic Go o może Bogiem?osądzasz, ferujesz nasze życie to nie tylko miłośc do najbliższych, czyli rodziny, ale także do kategoriach psychologicznych to chyba jakas fiksacjaNajwazniejsze, to traktowac te "milosc" jako diabelstwo i nie pielegnowac jej bardzo często nie mamy wpływu na uczucia, które się w nas pojawiają, ale mamy wpływ na to, co z nimi robimy. wydaje mi się, że "fikasacja", "diabelstwo"to zupełnie nieodpowiednie na pewno w niczym Lawie nie pomogą. _________________Nienasycony jednym dniem stworzenia, coraz większej pożądam nicości, aby serce nakłonić do tchnienia Twojej Miłości. N sty 29, 2006 13:31 kaczuszka Dołączył(a): Pn gru 12, 2005 20:33Posty: 40 wybaczcie ten rozmiar czcionki- to niezamierzony efekt nie zamierzałam aż tak rzucac się w oczy _________________Nienasycony jednym dniem stworzenia, coraz większej pożądam nicości, aby serce nakłonić do tchnienia Twojej Miłości. N sty 29, 2006 13:34 Mechatron Dołączył(a): Cz gru 18, 2003 23:09Posty: 199 "nasze życie to nie tylko miłośc do najbliższych, czyli rodziny, ale także do przyjaciół." Tylko dlaczego ta tzw. "miłość do przyjaciela" tak Lawę niepokoi? Sumienie? Duch Swiety? Wybacz, jestem mezczyzna i nie potrafie czuć tego, co czują niektore kobiety. Co mam myslec o dojrzalej kobiecie, mającej, jak sama pisze, wspaniałego męża i dwoje dzieci, durzącej się od trzynastu lat w innym facecie? To przeciez nie jest forum brukowców typu NAJ, Tina czy Pani Domu. Byc może mogła za niego wyjśc za mąż zamiast za obecnego męża. Czterech znanych mi księży tak zrobiło - ożeniło się ze swoimi przyjaciólkami. Nie wygladali na zbyt szczesliwych. Piątego jego przyjaciólka odrzuciła po urodzeniu ich dziecka. N sty 29, 2006 14:06 Anonim (konto usunięte) Żadne uczucia nie są grzechem (powstają niezaleznie od naszej woli). Grzechem może natomiast być to co z tymi uczuciami zrobimy - czy będziemy z nimi walczyć i pozwolimy im wygasnąć, czy tez będziemy je podsycać i rozwijać w sobie. N sty 29, 2006 14:07 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników
miłość do księdza forum